niedziela, 29 września 2013

"Nim wstanie dzień" moje wykonanie

Witajcie kochani,
Na pomysł nagrania wpadłam dzięki Beacie, ale żeby nie było, postanowiłam nagrać jak śpiewam. Od kilku dni mam chrypkę, heh i właśnie bardzo fajnie mi się  przez to śpiewa. Ogólnie śpiewanie od zawsze było obecne w moim życiu. Wiadomo, że jest pełno nie dociągnięć. Ale mam nadzieję, że chociaż troszkę wam się spodoba:).


video
Dobrej nocki ! Buziaki:*

Monia

piątek, 27 września 2013

Piątkowy wieczór i garść inspiracji

Witajcie,
Dopadło mnie przeziębienie, ale mam weekend aby z tego wyjść i mam nadzieję, że stanie się to jak najszybciej. Tak sobie leżę w łóżeczku i przeglądam zdjęcia w sieci, wiele z nich mnie zainspirowało, zmotywowało i oczarowało:) Także dzielę się z Wami tymi fotografiami:)
























niedziela, 22 września 2013

Hello Autumn!


Co prawda pierwszy dzień jesieni przypada na dzień jutrzejszy, ale dla mnie jesień zaczęła się już dziś. Wybrałam się w góry z ukochanym, oczywiście jak zwykle-spontanicznie. I w ten właśnie sposób pożegnałam lato, na rzecz jesieni, pory roku, którą zresztą bardzo lubię.
Niestety plany wypadu w Tatry póki co nie wypaliły, ale jeszcze liczę na to, że tak prędko zima nie nadejdzie i uda się zaliczyć również Rysy o czym marzę już od kilku lat. Za rok mam już w planie piękne Bieszczady, zresztą mój chłopak oznajmił mi dziś, że będziemy razem zdobywać górskie szczyty. Dziś dotarliśmy na Baranią Górę, najwyższy szczyt Wisły, na wysokości 1220 m n.p.m, natomiast drugi co do wysokości szczyt Beskidu Śląskiego- jakim jest Skrzyczne- 1257 m n.p.m.

powyższe zdjęcia zapożyczone z grafiki google, nie są mojego autorstwa.

W tym roku udało mi się zaliczyć jeszcze Pilsko i Babią Górę i jakieś mniejsze góreczki w mojej okolicy.
Jeśli będziemy mieli piękną jesień, to z pewnością wybiorę się gdzieś jeszcze.
Nie byłam na dłuższych wakacjach w tym roku, tylko kilka dni nad polskim morzem. Niestety nie wyszło nic z planów, gdyż dostałam się na staż, który trwa do stycznia. Dlatego też w przyszłym roku sobie odbije i może uda mi się wybrać na jakąś fajną wycieczkę objazdową?:)
Marzy mi się Czarnogóra, ponieważ tam wyjątkowo pięknie wygląda połączenie gór i morza. Chciałabym zwiedzić Kotor z przepięknym starym miastem, wpisany na listę UNESCO oraz urokliwą Zatokę Kotorską.

Zatoka Kotorska

Czarnogóra jest bardzo młodym państwem, powstałym w 2006 roku, po odłączeniu się od Serbii. Jest bardzo atrakcyjnym rejonem, gdzie tak naprawdę turystyka nie rozwinęła się jeszcze w pełni, co jak najbardziej sprzyja podróżowaniu i odkrywaniu tego terenu. Sama długo nie dowierzałam, dopóki nie zaczęłam czytać o tym państwie, oglądać zdjęcia. Ogarnęła mnie fascynacja Czarnogórą, to miejsce stało się jednym z moich wymarzonych na liście do zobaczenia.
Teraz bardzo dużo czytam na temat różnych wycieczek, ze względu na mój staż. Wcześniej tak bardzo nie interesowałam się geografią i teraz żałuję, bo zauważyłam jak mało wiem o świecie. Czytam o różnych państwach, o ich kulturze, religii i zwyczajach. Chciałabym w przyszłości zwiedzić przynajmniej część z nich.
I tak naprawdę to nie trzeba wcale jechać daleko. Możemy zacząć od naszej pięknej Polski, a następnie wybrać się na wschód. Czy nie myśleliście kiedyś o wycieczce do Rosji? Bo ja nie myślałam, dopóki nie zaintrygował mnie Sankt Petersburg. Według rankingu UNESCO Petersburg to ósme pod względem turystycznej atrakcyjności miasto świata.


Mój wpis miał być na inny temat, jednak wyszło inaczej. Mam nadzieję, że nie było zbyt nudno. Postaram się co jakiś czas umieszczać wpisy na temat miejsc gdzie warto pojechać i dlaczego, na podstawie moich obserwacji i opinii ludzi, którzy z chęcią podzielą się swoimi relacjami z podróży.

:)

Pozdrawiam
Monia









sobota, 21 września 2013

Fighter



"So thanks for making me a fighter
Made me learn a little bit faster
Made my skin a little bit thicker
Makes me that much smarter
So thanks for making me a fighter"


Witajcie kochani,
Dziś chciałabym się podzielić z Wami swoimi wrażeniami po pierwszym oficjalnym biegu. To była bardzo spontaniczna decyzja, tak jak większość decyzji podejmowanych w moim życiu:) Przypadkowo dowiedziałam się, że w pobliżu mojego miejsca zamieszkania co roku odbywają się zawody w bieganiu: Bieg Powsinogi, czyli najstarsza, kontynuowana, masowa impreza sportowa Ziemi Wadowickiej, która organizowana jest zawsze w drugą niedzielę września bez względu na pogodę, zawsze o godzinie 11.07.
Post miał być umieszczony w niedzielę 15 września, ale niestety byłam zbyt podekscytowana  całą akcją i za bardzo przeżywałam wszystko bym mogła wtedy cokolwiek napisać:) W tygodniu niestety mam bardzo mało czasu, pracuję do 17, po pracy chodzę na angielski, więc trochę tych zajęć mam, a jeszcze jak wracam póki jest jasno na zewnątrz to wykorzystuję maksymalnie dzień i odpoczywam- biegając. Tak, tak, jest to najlepszy sposób na odpoczynek dla moich myśli i nie tylko. Powiem wam, że nawet gdy boli mnie głowa, to biegam, aby przestało. No i działa lepiej niż jakakolwiek tabletka przeciwbólowa!
Wracając do niedzielnego biegu, to najbardziej jestem zadowolona z faktu, iż go po prostu przebiegłam. Po prostu odczuwam ogromną satysfakcję i zarazem dumę, w sensie pozytywnym oczywiście. Nie była to dla mnie w żadnym sensie jakakolwiek rywalizacja, całe uczestnictwo potraktowałam jako dobrą zabawę i chęć sprawdzenia swoich sił. Sama nie sądziłam, że na tak wiele mnie stać i czytając różne blogi, czy książki o bieganiu nie zdawałam sobie sprawy jak wiele tak na prawdę zależy od nastawienia naszego umysłu. Po to nie tylko ciało ale i nasz umysł mają w tym zasługę. Kiedyś przeczytałam bardzo mądry tekst: Jeżeli potrafisz przebiegnąć 5 kilometrów, potrafisz również bez problemu przebiec kolejne 5. Póki co mój dystans to od 5-8 kilometrów. Myślę, że w pewnym momencie mojego życia nadejdzie ten dzień, kiedy przebiegnę swoje pierwsze 10 km:)
Bieg Powsinogi miał dystans 5 km i to w tym brałam udział, oraz półmaraton 21 km. Moim marzeniem jest aby za kilka lat wystartować w tym drugim:). I wiem, że jestem w stanie tego dokonać:)
A teraz wrzucam kilka zdjęć i na koniec piosenka z tytułu posta:)

1.Na początek trzeba się porządnie rozgrzać:)


 2. Następnie zająć miejsce startowe:


3. Dobrze zacząć, bez pośpiechu:)




 4. Nie zatrzymywać się! Znaleźć swoje tempo i biec.



5. Uśmiechać się! 


6. Zakończyć bieg w pięknym stylu:)




Christina Aguilera- Fighter



 Pozdrawiam serdecznie!

 Monia


 





niedziela, 1 września 2013

Urodzeni biegacze



Witajcie,
Z racji tego, że za oknem dziś pogoda zbytnio nie zadowala( chociaż ja takie deszczowe dni uwielbiam), spędzam niedzielę w moim ciepłym łóżeczku z niezwykle zachwycającą lekturą. Nie mogłam się zdecydować, którą z trzech polecanych książek związanych z bieganiem wybrać. W końcu postawiłam na Urodzonych biegaczy. I już od pierwszych stron książki czuję, że to był dobry wybór! Przez ostatnie 3 miesiące bardzo dużo czytam o tym sporcie, wchodzę na wszelkie blogi, a i zauważyłam też u siebie pewne "zboczenie" a mianowicie będąc ostatnio w decathlonie, w pierwszej kolejności skierowałam się do części tematycznej bieganie, mimo iż miałam kupić zupełnie co innego.I tak mogłabym tam spędzić z pół godziny oglądając, sprawdzając czy nawet testując:p sprzęt:) Dobrze, że chłopak mnie w końcu odciągnął. Bo póki co nie potrzebny mi jeszcze "zimowy" strój wierzchni:) a też gdybym kupiła kurtkę to okazało by się , że potrzebuję tez spodnie, czapkę, rękawiczki, nowe skarpety itp:) Najważniejsze, czyli dobre buty już posiadam:). Ale wracając do książki! Zawsze myślałam, że to odpowiednie obuwie, oprócz silnej woli i chęci są podstawą aby rozpocząć bieganie i nagle okazuje się , że jeżeli chodzi o obuwie, to jestem w błędzie. Otóż Indianie Tarahumara, których tajemnic dotyczy książka, nie potrzebują wcale profesjonalnego obuwia! Ba, oni nie potrzebują obuwia wcale!:) I w tym tkwi po części ta tajemnica. Tarahumara posiadają umiejętność pokonywania ekstremalnych dystansów, bez specjalnych treningów czy diety. Ci niezwykli ludzie, potrafią przebiec setki kilometrów bez widocznych oznak zmęczenia, gdy my przy stosunkowo krótkim dystansie opadamy z sił. Przytoczę tutaj fragment z internetu: Nieprawdopodobna wytrzymałość członków społeczności Tarahumara od lat budzi podziw i zdumienie ludzi na całym świecie. Wystarczy wspomnieć, że na początku XX wieku jeden z członków ludu Tarahumara, Luis Rojas pokonał dystans 560 kilometrów w 72 godziny! Drugi Indianin, Jose Torres, przebył odległość 51 mil dzielącą Kansas City i Lawrence w 6 godzin i 46 minut!
Niewiarygodne, prawda?
Tarahumara czyli po prostu Biegający Ludzie, zamieszkują trudno dostępne tereny kanionu w stanie Chihuahua w Meksyku. Na zdjęciu widać, jak wygląda ich bardzo charakterystyczny strój. Ludzie ci urodzili się po to by biegać, jest to nieodzowny element ich dnia. Potrafią wstać rano i biec cały dzień, tak po prostu:)
Biegają z reguły boso, ale też w własnoręcznie wykonanych sandałkach, na zdjęciu powyżej widać zresztą. Różnią się bardzo od tych naszych sportowych butów. :) Dzięki cienkiej podeszwie buta potrafią utrzymać równowagę i zapobiec kontuzji. Nadal jestem w szoku...:)

 
Za taki widok mogłabym oddać wszystko!:) I pomyśleć, że ja biegam po górkach a patrząc na to, gdzie biegają Tarahumara aż chce się do ich dołączyć.
Gdzie tkwi sukces ich wytrzymałości? Dieta?
Najczęściej spożywają fasolę, kabaczki, paprykę, duże ilości zieleniny, kukurydzy oraz ziarna chia, bogate w kwasy omega-3, białko oraz antyoksydanty. Z ziaren chia, wody, soku limonowego oraz cukru przyrządza się też tradycyjny napój, który obok domowego piwa kukurydzianego jest jednym ze stałych składników kuchni Tarahumara. W połączeniu ze spokojnym trybem życia, wypełnionym pracą i aktywnością fizyczną, taka dieta znakomicie wspomaga organizmy lekkostopych biegaczy.
Mam nadzieję, że po przeczytaniu książki odkryję wszystkie tajemnice tego niezwykłego plemienia!:)


Póki co nie będę się zbytnio rozpisywać, chciałam tylko podzielić się z Wami moimi myślami, moim zafascynowaniem tymi niezwykłymi ludźmi i ich światem.

Christopher McDougall- dziennikarz wojenny, zajmujący się sportami ekstremalnymi w wieku 40 lat zaczyna biegać. Niestety trapią go kontuzje. Wysłany do Meksyku dowiaduje się przypadkiem o plemieniu Tarahumara. Autor poznaje tajemnice tego plemienia oraz przedstawia najtrudniejsze górskie maratony.


Nie sądziłam, jak wiele potrafi nasze ciało, gdy tylko odpowiednio z nim " współpracujemy". 
Ostatnio przechodząc obok sklepu sportowego zaintrygował mnie napis: "Każdy człowiek rodząc się już jest sportowcem". Dało mi to dużo do myślenia. Jestem sportowcem pomyślałam w duchu! Mimo iż nigdy nie wystartowałam w olimpiadzie i nie zdobywam medali to jestem sportowcem:) Tak jakoś bardzo mnie to zmotywowało to działania. Bardzo szanuję ludzi, którzy dużo ćwiczą  a jeszcze większym szacunkiem darzę tych, którzy trenują z ogromną pasją. Dlatego też Tarahumara od teraz są moimi idolami, hehe:). Uważam, że dużo możemy się od nich nauczyć. Pokora, skromność, a także wytrwałość w dążeniu do celu i kierowanie się hasłem : stać mnie na wiele wiele więcej i jestem silny to jedne z najważniejszych cech prawdziwego sportowca! Czy moglibyście jeszcze coś dodać?:)

Pozdrawiam!
Monia